czwartek, 24 lutego 2011

Znów się coś przyfajczyło

Znów spędzając mile swój czas w internecie przyfajczyłem swój obiad.
No tak, to przecież zupełnie normalnie. Bezmleczny bezglutenowiec nie może tak po prostu wsunąć sobie zwykłą świeżutką bułę prosto ze sklepu. Musi gotować sobie jadło każdego pięknego bożego dnia.
Jak to zwykle bywa w przypadku bezglutenowca, wcinam pyszny, choć nieco zwęglony, ryż z marchewką i groszkiem. Nawiasem mówiąc:
po czym poznać bezglutenowca?
po tym, że co by nie jadł, powtarza sobie, że to jest naprawdę pyszne...
Tak więc wcinając swój powszedni chleb, tfu, to znaczy ryż ("tfu" nie w sensie że go wyplułem), rozpoczynam pisanie swojego pierwszego w życiu bloga.
Jako osoba nie zupełnie normalna (bo jestem bezmleczny) mam zupełnie prawo do tego, aby napisać bloga, który nie będzie zwykłym, kolejnym, przeciętnym blogiem o życiu codziennym.
Na swoim blogu będę łączył się duchem z wszystkimi szczęśliwymi wybrańcami losu, którzy nie mogą jeść tego wszystkiego, co można kupić w zwykłym sklepie. Będę im pomagał wypełnić swój wyjątkowy los, pisząc o tym, z czym na co dzień mam największy problem. Chodzi mi rzecz jasna o odpowiedź na pytanie:
Co by tu zjeść na kolację?
I tym podobne pytania, dotyczące także innych posiłków.
Konkretyzując moją wypowiedź dodam na koniec, że na blogu będę podawał moje pomysły na to, jak umilić sobie życie podczas jedzenia, gdy się jest bezglutenowcem. Zamierzam pilnie spisywać tu wymyślone przez mnie przepisy oraz przepisy zasłyszane lub przepisane od innych wybrańców lasu, to znaczy losu.

Pomysł numer jeden:

Ryż z marchewką. 

Ehm, może niezbyt oryginalny, ale niezawodny. Zawsze da się to zjeść. Wystarczy ugotować ryż i marchewkę, nie zapomnieć posolić ryżu i dodać oliwy do marchewki. Polecam!
Niebawem przepis na naprawdę pyszny ryż w moim wydaniu oraz na naprawdę dobrą, podsmażaną na oliwie, wyśmienitą marchewkę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz